Nie lubisz swojej pracy? Rzuć ją!

MYŚLI

Parę dni temu usłyszałam słowa: “Niestety nie sprawdziła się pani na swoim stanowisku. Nie robiła pani wszystkiego na 100%. Jesteśmy zmuszeni zerwać z panią kontrakt.” 15 minut później moje stanowisko pracy było puste i słuch o mnie zaginął. Z ręką na sercu przyznaję, że to była jedna z lepszych rzeczy, jakie mnie w życiu spotkały.

We wrześniu 2016 zdecydowałam się pójść do pracy tam, gdzie idzie większość absolwentów mojego wydziału. Umiemy dobrze angielski, który w tej firmie jest niezbędny, dlatego chętnie nas przyjmują. Zawsze chciałam robić coś z grafiką komputerową, a w tym korpo jest akurat dział graficzny, więc zaaplikowałam. Rozmowa trwała 5 godzin. Musiałam napisać 2 testy i rozmawiać z różnymi ludźmi o zupełnych głupotach. Następnego dnia dostałam telefon, że pomyślnie przeszłam rekrutację i zaczynam 2 listopada.

Moja praca jako Visual Graphics Specialist zaczęła się intensywnym szkoleniem. Pełno ludzi, pełno nowych rzeczy. Wszystko takie wow, wow. Miałam super brzmiący tytuł, własny komputier, identyfikator, który otwiera wszystkie drzwi do piekła. I w końcu dobry hajs. Oczywiście nie obyło się bez benefitów, dofinansowań i Multisportu. W końcu mogłabym ćwiczyć crossfit i pić wyciskane soki każdego dnia. O tak! W końcu mogłam być niesamowita!

201

Ale wiecie co? Co z tego, że miałam to wszystko jak sama praca nie sprawiała mi żadnej satysfakcji. Bycie grafikiem w tym korpo polega na robieniu prezentacji w Power Point’cie według określonych standardów. Uczyli mnie przez ponad miesiąc, jak wszystko ma wyglądać. Tutaj musi być taki a taki kolor, a tam trzeba “wyalignować” do tytułu, bla, bla, bla. Siedzisz sobie przy biureczku przez 8 godzin, sączysz wyciskany sok i czekasz aż w planerze pojawi się belka ze zleceniem i deadline’m. Jak już się pojawi to zapierdzielasz, żeby konsultant z BMW dostał prezentację na czas, na jakieś spotkanie biznesowe, które w ogóle Cię nie obchodzi.

Nie twierdzę, że praca w korpo jest zła. Jeśli ktoś rzeczywiście czerpie satysfakcję z tego, co tam robi to spoko. Ja natomiast męczyłam się tam jak przy wejściu na Zawrat. Z tym, że wchodząc na Zawrat miałam piękne widoki, wspaniałych ludzi, czerpałam radość z każdej chwili i miałam jakiś cel. W korpo czułam tylko ogromną frustrację i zmęczenie. Mimo to nie rezygnowałam z tej pracy. Było mi wygodnie i bezpiecznie. Jak dostawałam wypłatę to na chwilę zapominałam o tym, co mi nie pasuje.

zawrat dolina pieciu stawow

W drodze na Zawrat

Cały czas walczyłam ze sobą i próbowałam sobie wytłumaczyć, że tak trzeba, że przecież mam super pracę. Wiele osób może o takiej pomarzyć. (Nie)stety mój brak satysfakcji dało się odczuć w tym, jak wykonywałam moją pracę. Wcale się nie opieprzałam, po prostu nad nikim nie skakałam i nie dawałam z siebie 100%. Bo po co? Nie potrzeba wkładać dużego wysiłku i pasji w odklepanie slajdu, który wygląda jak każdy inny. Nauczyłam się z tym żyć i pewnie bym tak żyła przez parę kolejnych lat. Na szczęście nadszedł ten piękny dzień, w którym kopnęli mnie w tyłek. Cieszę się, że mi w tym pomogli. Naprawdę. Sama chyba nie podjęłabym tej decyzji. Dlatego jeśli jesteście w podobnej sytuacji to nie wahajcie się przez parę kolejnych lat! Was może nikt nie kopnie. Jak nie teraz to kiedy? Nie warto odkładać życia z pasji na potem. Wiem, że może być ciężko, ale jeśli czegoś się naprawdę chce to w końcu się do tego dojdzie.

Wiem, że z całego serca chcę być grafikiem i ilustratorem. Pragnę, aby kreatywność zawsze była na pierwszym miejscu. I teraz wiem, że będę do tego dążyć ze wszystkich sił. Jestem w tej chwili bezrobotna i nie mam zielonego pojęcia, co się ze mną stanie jak skończą mi się pieniądze. Jestem przerażona, ale pierwszy raz od kilku miesięcy szczęśliwa. Jak opuszczałam biuro po raz ostatni, uśmiech nie schodził mi z twarzy. Wtedy poczułam, że mogę wszystko. Nagle moje marzenia zamieniły się w plany. Zrozumiałam, że długa i ciężka droga przede mną. Przede mną jeszcze pewnie wiele prac, które po prostu będą płacić rachunki. Jednak teraz już wiem, że nie zostanę tam, gdzie będzie wygodnie. Zawsze będę dążyła do tego, żeby praca sprawiała mi przyjemność i dawała satysfakcję. Takiej właśnie będę teraz szukać. Będę się męczyć, ale to będzie jak wędrówka na Zawrat. Niech ta wędrówka potrwa nawet 10 lat. W końcu tam dotrę i przez resztę życia będę płacić rachunki pieniędzmi zarobionymi z przyjemnością. I tego też Wam życzę! Życzę Wam, żebyście nie rezygnowali z marzeń i zamykali się w złotych klatkach.

Macie podobną sytuację? Przeżyliście coś takiego? Jestem bardzo ciekawa Waszych historii. Potrzebuję od Was inspiracji i jeszcze więcej motywacji do działania.

Samowita

 

  • Kasia a.k.a keyholeXII

    Ja pracuje jako grafik komputerowy – ale na szczęście czerpię z tego satysfakcje 🙂 Co prawda, zdarzają się gorsze dni, kiedy wychodzi na to, że musisz zrobić coś tak samo jak w standardach strony internetowej lub bardziej szablonowo, ale mam fajnych ludzi w pracy, którzy widać, że chcą mnie wspierać 🙂 Okres próbny kończy mi się niedługo – mega się tym stresuje ale mam nadzieje, że mi się uda :3 Tak samo Tobie życzę, by wszystko ułożyło się po Twojej myśli!

    • Samowita

      O, cześć Kasia! 🙂 Super, że Ci się udało znaleźć taką pracę! Trzymam kciuki za przedłużenie umowy <3

  • Ja 2 lata temu rzuciłam pracę w bibliotece (gdzie siedziałam stanowczo za długo, bo 7 lat) i poszłam pracować do agencji reklamowej. Ja dziewczyna od sociali – wow udało mi się! 2 lata ciężkiej pracy za mną, na początku było trudno (taka zmiana to szok kulturowy), ale potem co raz lepiej. Lubię moją pracę, ale już organizację w firmie znacznie mniej. Od zeszłego roku postanowiłam się rozejrzeć za czymś nowym. Byłam wysoko w rekrutacji do fajnej firmy w Olsztynie, ale się nie udało. Okres świąteczno-norowoczny odpuściłam i miałam w ten weekend ogarniać na nowo CV i się rozglądać. Ale jeszcze w piątek, 5 minut przed końcem pracy szef wręczył mi wypowiedzenie. W pierwszym momencie – szok, niedowierzanie. Piątkowy wieczór do d… Ale przecież i tak chciałam odejść. To tylko przyspieszyło proces. Teraz zaczynam walkę o siebie i nową pracę. Determinacja to podstawa, już to kiedyś udowodniłam. Czas wrócić do tego! Dzięki za ten tekst. Utwierdził mnie w przekonaniu, że tak właśnie ma być i tyle.

    • Samowita

      Myślę, że taka nagła zmiana dużo zmieni w Twoim życiu. Już to po sobie widzę. Ważne jest pozytywne myślenie i chęci :> Dzięki za podzielenie się swoją historią. Dobrze jest wiedzieć, że są ludzie w podobnej sytuacji i nie załamują się tym 🙂

  • Ja od miesiąca przeżywam sytuację (nowa władza), która staje się nie do zniesienia. Jedyne co powstrzymało mnie w piątek przez złożeniem wypowiedzenia to sygnał, że może od kwietnia stanowisko będzie likwidowane (=odprawa). Jeśli jednak likwidacja nie dojdzie do skutku, odchodzę.

    • Samowita

      Ile to zależy od ludzi, z którymi się pracuje, żeby praca była przyjemna. Przerażające! Mam nadzieję, że będzie na Twoją korzyść :>

  • Myślę, że czasami potrzebujemy zewnętrznego kopniaka, bo same nie potrafimy ruszyć z miejsca. Ważne, że jesteś szczęśliwa, masz wielką determinację i pasję 🙂 Trwaj w tym! Każda “porażka” czegoś nas uczy! Trzymam kciuki 🙂

    • Samowita

      Oj, tak. Potrzebny był mi ten kopniak. Dziękuję bardzo! 🙂

  • Dziękuję Ci za ten post! W ciągu kilku minut potwierdziłaś tym wpisem wszystko to, w co wierzę, mimo, że wiele osób na około powtarza mi, że jest inaczej. Nigdy nie pracowałam w korporacji, bo podświadomie wiedziałam, że jak już tam wsiąknę to nie wyjdę. Ja jednak postanowiłam, że mimo, że początki nie są super kolorowe, że będę robić w życiu to, co mi w duszy gra. Po przecież nie po to się rodzimy, aby być jednym numerkiem z wielu, dawać z siebie wszystko dla korpo X i płacić rachunki. I wierzę, że za kilka lat będę mogła z satysfakcją powiedzieć, że mi się udało, że moja praca jest moją pasją i mogę ją wykonywać tak długo jak zechcę (a nie myśleć “ojej ojej ile do emerytury”) bo sprawia mi ona przyjemność i daje zysk. Trzymaj się, wszystko się uda! Życzę Ci wielu inspiracji i szczęścia! Wytrwamy, a później będziemy z siebie dumne :)) pozdrawiam ciepło!

    • Samowita

      Taaa, u mnie jest dokładnie to samo. Prawie wszyscy wkoło kpią z mojego bloga, rysunków i tego, że mam marzenia i chcę je spełniać. Najlepiej by było jakbym została w korpo do końca życia. Są też osoby, które wspierają i kibicują. To też daje motywację 🙂 Super, że masz tyle zapału. To już bardzo pomaga w osiągnięciu sukcesu. Dziękuję ślicznie za miłe słowa. Będzie dobrze! Powodzonka <3

      • Ja Ci ogromnie kibicuję! Uwielbiam kobiety, które pragną czegoś więcej! Nie przejmuj się kpinami, ludzie zawsze będą gadać. 🙂 Byłam w podobnej sytuacji kiedyś. Rzuciłam pracę w wielkiej firmie, gdzie miałam to o czym “każdy” marzył czyli umowę o pracę, dobrą pensję, ubezpieczenie… Normalnie, żyć, nie umierać! Zrezygnowałam z niej, bo po prostu mnie nie rozwijała, nie dawała satysfakcji. Usłyszałam wtedy, że głupia jestem rzucając TAKĄ pracę 🙂 Także Kochana, głowa do góry! Rób to co kochasz i spełniaj marzenia jeżeli Cię to uszczęśliwia 🙂 To Twoje życie 🙂 TRZYMAM KCIUKI!

        • Samowita

          Podziwiam Cię! 🙂 Dziękuję za miłe słowa :*

  • Maugo

    Hej, polecam Ci jesli jeszcze nie znasz http://lifemanagerka.pl/ o pracy w korpo i o pracy jako filanser! szerokiej drogi w spelnianiu marzen! ahoj!

    • Samowita

      Hej! Dzięki wielkie :> na pewno zajrzę!